Lekcja Informatyki

Lekcja informatyki, czyli edukacja komputerowa w szkole, inaczej: płacz i zgrzytanie zębów...

Lekcje informatyki stały się już niemal powszechnością w polskich szkołach podstawowych i średnich (wszelkich profili). Pracownie informatyczne i klasy cieszą się wielką i niesłabnącą popularnością. Jednak same lekcje oraz sprzęt jaki dana szkoła posiada nie zawsze wpływają na jakość lekcji, decydującą rolę odgrywa niestety belfer!

Spotkałem się na różnych stopniach i poziomach z osobami uczącymi lub częściej próbującymi nauczać informatyki. Są to głównie przypadkowi nauczyciele innych przedmiotów, którzy mając mało godzin biorą się za komputery. Są to głównie matematycy i fizycy.

"Lekcja informatyki" będzie kilkuodcinkową fabularyzowaną opowieścią o tejże właśnie. Osoba ucząca nie istnieje w rzeczywistości, jest syntezą wszystkich złych cech jakie znalazłem w belfrze. Klasa natomiast to konkretna zbiorowość ludzi poddanych katordze nauki w szkole. Dodam jeszcze, że akcja rozgrywa się w jednym z renomowanych warszawskich liceów.

Uwaga!!! Słowa: klamot, złom, blaszak itp., użyte w niniejszym artykule są slangowymi określeniami nadanymi komputerom klasy PC XT/AT/386/ (itd.).

Odsłona pierwsza...

W drugiej klasie (więc parę lat temu) Bozia uosobiona w kochanym Panu Dyrektorze (kij mu w ucho!) zesłała nam dwie godziny informatyki tygodniowo. Odczucia były różne generalnie klasie było wsio-ryba, lecz niektórzy się bardzo ucieszyli (o naiwni!).

Minęło kilka dni i wreszcie doczekałem się! Ku memu zdziwieniu jako nauczyciel ukazał mi się wafel od W.T., ale myślę sobie: "dobra, pewnie coś umie". Jednak najbliższe minuty miały wyjaśnić moją naiwność. Facet rozpoczął lekcję huraganowym atakiem na moją skromną osobę, gdyż nieświadomy swej winy odpaliłem klamota. Jak się później dowiedziałem, popełniłem grzech ciężki. Następnie facio pomarudził 40 min i wygnał nas na przerwę. Byłem bliski załamania!

Odsłona druga...

Szczęśliwie mieliśmy dwie lekcje jednego dnia, więc pozostał mi cień szansy, że jeszcze pobuszuję po twardzielu. Jednak przyszłość miała pokazać, że byłem w błędzie. Gdy nareszcie się zaczęło, facio skrupulatnie zapisał jak odpalić złoma. Uczynił to niezwykle fachowo, bo... z kartki (a jak inaczej!?!). Treści już nie pamiętam, ale było tam coś koło 10 punktów!!! Następnie kazał nam (nie! Nie uruchomić kompy, to by było zbyt piękne) przepisać to i wkuć. Nooo! Tego było już za wiele, stanowczo za wiele! Następnie sam (po kolei) włączył każdego złoma i wgrał "MksVira". Ku memu zdziwieniu na każdym kompie odpalał opcję poszukiwania wirusów na dysku "C:". Znając tempo tej wspaniałej operacji, postanowiłem wyjść. Przed opuszczeniem sali dowiedziałem się, że jest to czynność obowiązkowa i trzeba ją przeprowadzać na każdych zajęciach. Postanowiłem więc (dbając o swoje nerwy) nie przychodzić więcej na pierwszą lekcję informatyki...

cdn. (a w nim: "ChiWriter", "Windows" i "Tag" - obsługiwane przez belfra, czyli: druga lekcja informatyki)

RZÓG