Nasza Konkurencja #1 MegaZine

Najzupełniej naturalną konsekwencją istnienia sceny są ukazujące się magazyny dyskowe, których tematyka (mniej bądź bardziej) nawiązuje do działalności oraz życia sceny. Jako że scena skupiona wokół 8-bitowego Atari bynajmniej do potężnych nie należy, siłą rzeczy nikt nie powinien spodziewać się wydawania znacznej ilości magazynów dyskowych (tak jak ma to miejsce na scenie amigowskiej). Chociaż moim zdaniem scenowcy powinni spodziewać się nieco większej ilości zinów, szczególnie w przypadku polskiej sceny (jak by nie było największej). Niestety, aktualna sytuacja jest zatrważająca: cieszące się dużą popularnością magi ("Oddech Latryny", "Paczka Tynku") już od dawna nie istnieją. Podobny los spotkał również mniej znane magazyny (chociażby "Line"). Swego czasu miały się ukazywać także inne ziny: "Rythm" (magazyn redagowany przez grupę Bloody Coders; widziałem nawet próbną wersję owego maga; niestety twórcy nie pokusili się o dokończenie własnego dzieła) oraz "NOVA-y MAGAZYN" (który, mimo wszystko, może się jeszcze ukazać).

Jeżeli zaś chodzi o zagraniczną scenę, to na uwagę zasługują magazyny: "MegaZine", "ABBUC Magazin", "Top-Magazin" oraz "Pokey Magazine".

W serii kilku artykułów postaram się zaprezentować najpopularniejsze magazyny dyskowe, ukazujące się na naszej scenie. Niestety, ze wzlędu na ich małą ilość, cykl będzię stosunkowo krótki. Dziś zacznę od przedstawienia bardzo popularnego za granicą (niestety w Polsce nie!) magazynu "Mega Magazine".

Pierwszy numer "MegaZine'u" ukazał się jeszcze w zamierzchłych czasach (bowiem był to rok 1991), kiedy to na polskiej scenie dominowało starsze pokolenie atarowców (WFMH, BC, DMDV i inni), a niewątpliwym nowicjuszom pozostało jeszcze wiele do nauczenia, by ostatecznie osiągnąć obecną (bardzo dobrą) formę.

Trudu stworzenia maga podjął się (dobrze już znany w owych czasach na scenie) Frankenstein/eks-HTT, który jednocześnie został redaktorem naczelnym magazynu (i pełni tą funkcję po dzień dzisiejszy). W realizacji zinu Freddy'emu pomagali także inni scenowcy (Prizm, WosFilm oraz wielu innych). Z dzisiejszego punktu widzenia (pamiętajmy o nieustannym postępie i ewolucji) pierwsze wydanie "MegaZine'u" nie prezentowało się zbyt okazale: tylko jedna rippowana muzyka (z dema "The Top

3" grupy WFMH), mała ilość grafiki (aczkolwiek logo Prizma przypadło mi bardzo do gustu), niezbyt duża ilość tekstów, brak intra oraz umieszczenie 64 plansz do programu "Boulder Dash Construction Kit" (co spotkało się z powszechną krytyką). Jednakże należy przyznać, że zin ów zdecydowanie dystansował inne magi, pojawiające się na atarowskiej scenie.

Niestety, w miarę ukazywania się kolejnych numerów magazynu, autorzy nie wykazali znacznej poprawy: nadal jedna muzyka, brak intra, mała ilość grafiki, powtarzający sie wygląd, obsługa oraz grafika (niekiedy z drobnymi zmianami).

Natomiast ilość zamieszczanych tekstów systematycznie (lecz powolnie) ulegała powiększaniu, by wreszcie osiągnąć liczbę 38 (200 KB) artykułów w wydaniu ostatnim (siódmym).

Po nieudanej próbie zagospodarowania drugiej strony dysku, Frankenstein postanowił przeznaczyć ją na materiały pomocnicze do artykułów oraz dema, użytki, rzadziej gry. Bez wątpienia najlepiej pod tym względem wypada wydanie VII, które składa się aż z dwóch dysków (artykuły nadal zajmują tylko jedną stronę dyskietki).

Na uwagę zasługuje dość prosty i praktyczny system obsługi (który nikomu nie powinien sprawić żadnych trudności) oraz możliwość wydruku tekstu. Wyśmienitym pomysłem było częściowe zdublowanie (joy oraz klawiatura) obsługi, co (o zgrozo!) nie znajduje zastosowania w bardzo wielu zinach.

Być może niezbyt duża popularność Atari zmusiła twórców "Mega Magazine'u" do tworzenia i redagowania artykułów w języku angielskim (powszechność owego języka niewątpliwie zapewnia szerokie grono czytelników z wielu krajów). W każdym bądź razie, mag adresowany jest do każdego atarowca znającego (niekoniecznie biegle!) właśnie ów język. Artykuły pisane są przez wielu ludzi z europejskiej sceny. Ich treść jest w większości przypadków interesująca, co bynajmniej nie zmusza do bezcelowego egzystowania (będąc w stanie półsennym) przed monitorem komputera.

Zapewne bardziej interesuje Was ogólna tematyka artykułów zamieszczanych w "MegaZine'ie", a trzeba przyznać, iż prezentuje się ona bardzo dobrze. Przede wszystkim można znaleźć sporo informacji o programowaniu w języku asemblera, zarówno dla początkujących (np. o przerwaniach DLI), jak i bardziej zaawansowanych (np. o pakowaniu danych czy też wektorkach). Również dużo miejsca zajmują teksty poświęcone recenzjom nowych programów (zwłaszcza gier, często użytków, czasami dem), opisom wszelakich rozszerzeń sprzętowych czy sprawozdaniom z różnych imprez komputerowych.

W "MegaZine'ie" (jak w każdym szanującym się magu dyskowym) poruszane są również tematy nie mające związku z komputerami (chociażby seria artykułów poświęconych scenie muzycznej: "MEGA METAL MANIA").

Na zakończenie należy dodać, iż "Mega Magazine" jest programem komercyjnym. Swego czasu był on dystrybuowany również w Polsce (za pośrednictwem firmy Mirage Software Ltd.), lecz nie cieszył się on zbyt dużą popularnością, moim zdaniem z dwóch zasadniczych powodów: brak odpowiedniej reklamy produktu oraz niezrozumiały dla wielu polskich scenowców język. Obecnie mag ów jest tylko teoretycznie rozpowszechniany na terenie Polski (odpowiednie umowy zostały bowiem już dawno podpisane), zaś praktycznie nie można go kupić i (jak wszystko na to wskazuje) najbliższa przyszłość nie zapowiada żadnych zmian.

Cena pojedynczego wydania (które można zakupić u głównego dystrybutora zinu, czyli firmy A.N.G. Software) wynosi 5 guldenów, wyjątkiem jest wydanie VII (dwa dyski), które kosztuje 7,5 guldenów. Zaś cena 1 guldena odpowiada (w zaokrągleniu) 13 tysiącom złotych polskich.

Jeśli chcielibyście współpracować z redakcją "MegaZine'u" lub przekazać jej swoje uwagi i spostrzeżenia na temat maga, piszcie na adres:

MEGA MAGAZINE
[...]
Adres głównego dystrybutora:
A.N.G. Software
[...]